Menu

Pro publico bono : PLK-O Rożnica, Letnica

Poszukiwania archiwaliów

ks-t

(9) POSZUKIWANIA ARCHIWALIÓW

         W tamtych ciekawych czasach ludzie byli bardziej aktywni i duchem, i ciałem. Byli bardziej zaangażowani społecznie, zwłaszcza sportowo. Postanowiłem więc szukać w archiwach LOK, LZS, bo byłem założycielem tych organizacji w Letnicy. Nie uzyskałem jednak spodziewanych informacji. Albowiem po reorganizacji
tych instytucji pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a następnie likwidacji niektórych województw, zgromadzone dokumenty zostały zniszczone. Po prostu nie było miejsca na ich przechowywanie, A wedle słów byłego szefa LZS-u, archiwa państwowe nie zajmowały się gromadzeniem archiwów organizacji
sportowych itp.  Szef jednej z tych instytucji poinformował
mnie:   - Kiedyś nasza organizacja zajmowała ponad 50 pomieszczeń (pewnie z terenem). Dziś mam tylko jeden pokój i jedną szafę na akta. W terenie mieliśmy ponad tysiąca oddziałów, kół sekcji itp. Dziś tylko jeden oddział. Podobnie rzecz się miała i w
pozostałych instytucjach. Podobnie było z archiwum państwowym, z wyjątkiem protokołu z rozwiązania kołchozu, nie było innych dokumentów.   Szkoda, działalność społeczna i sport były
przecież niebagatelną częścią  życia społecznego naszej wsi. Jak wyżej wspomniałem, osobiście założyłem w Letnicy i kierowałem w latach 1953 i 1954, LPŻ-tem (dziś LOK) oraz LZS-m. (Pod koniec września 1954 roku zacząłem uczęszczać do technikum w Radomiu.)    To były dobre czasy dla wiejskiego sportu. W moim rodzinnym domu, jeden duży pokój był zawalony sprzętem sportowym i strzeleckim. Było dosłownie wszystko. Od dresów, piłek i sprzętu lekkoatletycznego począwszy, a na sprzęcie strzeleckim skończywszy. Mieliśmy nawet narty.  Istnienie tych organizacji w naszej wsi sprawiało, że młodzież miała się czym zajmować po nauce i pracy. Mam tu na myśli młodzież szkolną jak i młodzież, która po odbyciu służby wojskowej chętniej uprawiała dyscypliny zespołowe. Moi starsi koledzy po wojsku chętnie też kierowali poszczególnymi sekcjami i treningiem. W tamtych czasach zawodowi trenerzy, poza miastem, nie byli do pozyskania.
Zresztą nie mieliśmy na to pieniędzy. (Pieniądze były tylko na wyjazdy i diety dla zawodników.) Co się tyczy zawodów
sportowych, to nie było one zorganizowane tak jak w obecnych czasach. Nie było podziału na ligi, systematyczne rozgrywki itp. Przynajmniej na terenie naszej gmin.  Na terenie naszej gminy nie organizowano żadnych spartakiad i rozgrywek. Zresztą, w owym czasie poza Letnicą nie było wyżej wymienionych organizacji, co nie znaczy, że nie prowadziliśmy żadnych rozgrywek. Owszem, rozgrywaliśmy mecze w piłkę nożną i siatkówkę, ale po uprzednim umówieniu się z zawodnikami z innej wsi. W tamtych czasach najbardziej umasowionym sportem była siatkówka.  Gminnych rozgrywek nie było. W to miejsce, powiat organizował różne spartakiady i zawody na które zapraszał najlepszych zawodników z naszego koła. Były to przeważnie zawody lekkoatletyczne i strzeleckie, a w późniejszym czasie kolarskie, podnoszenie ciężarów.  W Letnicy uprawialiśmy lekkoatletykę, gimnastykę akrobatyczną, siatkówkę, strzelectwo, a zespołowo siatkówkę. Piłkę nożna - poza pastwiskiem - nie miała takiego wzięcia, ale nie odmawialiśmy gdy nas zapraszano i.., przegrywaliśmy. Na naszych siatkarzy wszak nie było mocnych
nawet w mieście i w powiecie. Przypominam sobie też, że mieliśmy
też piłki do kosza, ale nie uprawialiśmy tego sportu i nie pamiętam dlaczego. Zdaje się że nie była to popularna dyscyplina nawet w kraju.  Poprzez LOK, zwany wówczas LPŻ-tem, zajmowaliśmy się też modelarstwem morskim, lotniczym, i organizowaliśmy zawody strzeleckie. Uczęszczaliśmy na kurs KKWL (Krótki Kurs
Wyszkolenia Lotniczego), uprawialiśmy spadochroniarstwo i uczęszczaliśmy na kursy kierowców. W mojej działalności dużą
pomoc udzielali mi moi rówieśnicy małolaty: Marian Słonina,  Zdzisiek Radziszewski, Lutek Lato. A ze starszych chłopaków będących już, po wojsku: Gienek Słomczyński, Janek Jaszcza,
Heniek Magierski, Edek Mąka i inni.  Bez pomocy starszych chłopaków nie poradziłbym sobie, ale z uwagi na pracochłonność, nikt nie chciał być szefem tych organizacji. Dopiero po moim
wyjeździe na dalszą naukę, kierowanie tymi organizacjami przejął LPŻ - Gienek Słomczyński, ale nie z własnej woli lecz z urzędu?. LZS przejął Janek jaszcza, Lecz wnet zrezygnował.  Kto był po Gienku i Janku i jakie były osiągnięcia sportowe w LZS i LOK, nie uzyskałem odpowiedzi, ani w wyżej wspomnianych instytucjach, ani w wywiadach, a przecież wiem, że LZS istniał nadal i miał osiągnięcia. Pamiętam wygraną letnickiej drużyny siatkowej (5:0) z drugoligową zielonogórską. (Nie pamiętam barw klubowych tej drużyny, zdaje się "Lech".)  Drużyna ta przyjechała do Letnicy w ramach akcji propagandowej: "Łączności klasy robotniczej z pracującym chłopstwem",  aby nauczyć młodzież chłopską  gry w siatkówkę. Ot i ponieśli sromotną klęskę, cha, cha. (Kilku naszych chłopaków nabrało w wojsku dużej umiejętności gry w siatkówkę. )   Kiedy w następnych latach przyjeżdżałem na wakacje, uczestniczyłem w powiatowych i wojewódzkich zawodach
strzeleckich letnickiej drużyny i wygrywałem. Pamiętam też zawody w gimnastyce akrobatycznej i podnoszeniu ciężarów w 1955 i 1956 roku, w których też brałem czynny udział w powiatowych zawodach i też wygrywałem.  Znaczy to, że ktoś kierował tymi organizacjami i że młodzież naszej wsi miała sprzęt i nadal uprawiała szereg dyscyplin sportowych, osiągając nawet poważne sukcesy. Niedawno dowiedziałem się, że pod koniec
lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, zięć pani Frączakowej, Henryk Kańczurzewski prowadził w remizie strażackiej sekcję podnoszenia ciężarów. Jeden z członków tej sekcji, Sroga, był nawet mistrzem kraju Ludowych Zespołów Sportowych i często reprezentował Polskę na międzynarodowych zawodach. Szkoda, że w obecnej rzeczywistości nasze państwo nie stwarza warunków do powszechnego sportu. Wszechstronnego rozwoju i wychowania dzieci i młodzieży przez sport. A przecież wtedy nasze państwo było biedniejsze niż dziś. To jest nieprzyzwoite. Za to władza jest
nieprzyzwoicie bogata.  Dziś na wszystko trzeba mieć sponsorów,
a może się mylę? Może brakuje w środowisku młodych prężnych organizatorów życia sportowego i kulturalnego. Bardzo wiele bowiem zależy od pasji i aktywności pojedynczych ludzi, a ja niestety się zestarzałem.   Na zakończenie tego rozdziału chcę podzielić się pewnym spostrzeżeniem, a właściwie wydarzeniem. Ja kiedy organizowałem LZS i LPŻ w Letnicy miałem zaledwie piętnaście lat. Zadziwiające jest to o tyle że i w obecnych czasach tak młodzi mogą i zapewne tworzą i prowadzą różne organizacji, ale nie sądzę by takiemu podlotkowi powierzono tak wiele sprzętu
sportowego a zwłaszcza kabekaesy i amunicję sportową. Fakt, treningi strzeleckie prowadzili starsi koledzy, ale sprzęt był pod moja opieką. Zdaje się że w tamtych czasach był wyższy stopień zaufania społecznego i poczucia odpowiedzialności.    W mojej kronice załączam nazwiska letnickich pionierów i nazwiska moich kolegów z podstawówki. Chciałem wstawić też nazwiska mieszkańców Letnicy  z roku 2005, czyli po pięćdziesięciu latach, oraz nazwiska tych, którzy w obecnej rzeczywistości pobudowali domy i otwarli swój własny interes. Niestety, ustawa o ochronie danych osobowych pozbawiła tych ludzi takiej możliwości. Pozostaną więc na wieki anonimowi, nieistniejący.

--------------------------------------------------------------------------Wyjaśnienia do poprzednich rozdziałów. *)Kto nie przeżył wojny i okupacji - ja na Keresach przeżyłem aż trzy okupacje: radziecką, niemiecką i ponownie radziecką - ten nie zdaje sobie sprawy jak nas, świadków tamtych dni bolą znaki, symbole i pomniki okupantów. Tkwi też w nas niedowierzanie i nieufność w stosunku do Niemców i Rosjan i nie jest to bezpodstawne dla tego,
kto zna historię naszych stosunków z niemieckim i rosyjskim sąsiadem. Niech tedy pomnik niemieckich żołnierzy poległych na polach pierwszej wojny światowej znajdzie się na cmentarzu, a nie na eksponowanym miejscu w wsi. Ja proponowałem w to miejsce tablicę pamiątkową z nazwiskami letnickich pionierów.      Restytuowanie pomnika poległych Niemców w pierwszej wojnie światowej nastąpiło po nawiązaniem okazjonalnych kontaktów z
Niemcami w ramach tzw. programów integracyjnych UE. kiedy to latem tegoż roku przyjechali młodzi Niemcy na turniej rycerski w byłym zborze ewangelickim w Letnicy, przy którym stał ów obelisk. Młodzi Niemcy też go obejrzeli.    Niewiele już pamiętam z niemieckiego z czasów wojny, ale wystarczająco bym zrozumiał komentarze tych ludzi. Dla których ów pomnik miałby poświadczać o nierozerwalnej przynależności "Laitnitz" do Niemiec. Nie miałem wątpliwości, że pod pojęciem Laitnitz - Letnica kryły się wszystkie Ziemie Zachodnie.    Bzdurna jest przeto propaganda, że młodzi
Niemcy nie myślą już kategoriami rewizjonistycznymi. Za mało czasu minęło jeszcze od zawieruchy wojennej. Żywa pamięć o przeszłości, wedle nauk społecznych, zaciera się ponoć dopiero w piątym pokoleniu. Może i tak, a może i nie. Wszak błędy popełnione po bitwie pod Grunwaldem, są nadal roztrząsane i
przeżywane. **) Pokoleniowy alkoholizm, pijaństwo, powoduje wielopostaciową degenerację umysłową, a nawet zwyrodnienie
narządów rodnych, bezpłodność. Skutkuje też patologicznymi zachowaniami, czyli niezdolnością oceny własnych zachowań, rozróżniania dobra i zła. Owa ocena dobra i zła bywa podobna do oceny Kalego z powieści H, Sienkiewicza.  ***). "Ptaki rządzą",
warchoły i hipokryci tryumfują, a wszechwładny fałsz i mamona jest ich bogiem.  Znaczy to tyle, że tak jak za komuny, ordynacja wyborcza odbiera nam obywatelom wpływ na to, kto będzie w sejmie i kto będzie rządził krajem. Ordynacja wyborcza całkowicie uniemożliwia nam wyeliminowanie głupców, karierowiczów, liderów
partyjnych i "samych swoich", czyli dupoliżców, różnych "ojców" i prezesów, pożal się boże. (Czyli obecnej przewodniej siły narodu, która rwie się do władzy aby nas zbawić.) A tacy w większości
znajdują się w Sejmie. Ponadto nasyłają nam różnych spadochroniarzy, których z uwagi że są na pierwszych miejscach listy, też nie jesteśmy w stanie wyeliminować.    Drugim
destrukcyjnym elementem jest wszechwładna dewiza, że polityk może kłamać. Stąd to nieustanne pasmo wzajemnych inwektyw, kłamstw, pomówień. Nie szanowanie żadnych świętości narodowych wśród polityków powoduje, że nasze państwo postrzegane jest na świecie jako zbiorowisko warchołów, pieniaczy i głupców. Wydaje się, że każde kłamstwo, pomówienie, powinno natychmiast z urzędu być ścigane przez sąd. A udowodniony występek uniemożliwiać dalszą karierę polityczną raz na zawsze. Ponadto, prawo nie powinno być równe. Nim kto wyżej stoi w hierarchi społecznej, ten srożej powinien być oceniany i karany. ****) Oczywiście, znam przyczyny. Zdiagnozowałem to zjawisko, ale analiza jest zbyt obszerna i mieści
się poza tematem tego opracowania, więc nie włączam jej do mojej monografii.       *****)Moje wygrane nie były przypadkowe. W tym czasie chodziłem do Technikum Mechanizacji Rolnictwa w
Radomiu, gdzie sport był na bardzo wysokim poziomie. Ja należałem do czołowych zawodników tej szkoły w wielu dyscyplinach. Co się tyczy podnoszenia ciężarów, zapaśnictwa,
akrobatykli, to trenowany byłem przez wybitnych specjalistów m.in. przez pana Miazia, ucznia Pytlasinśkiego i Cyganiewicza, przedwojennych mistrzów świata. Zdobywałem czołowe lokaty, a nawet byłem mistrzem Polski szkół rolniczych w strzelectwie. Nauczyłem się tego strzelania właśnie w Letnicy, dwa lata
wcześniej. Co się zaś tyczy podnoszenia iężarów, to dodam jeszcze bardzo istotną sprawę. Nie miałbym wyników, gdybym
nie był chłopakiem ze wsi. Harówa w gospodarstwie, zwłaszcza żniwa i wykopki, wyrabiała w nas siłę i wytrzymałość. Koledzy pochodzący z miasta nie mieli żadnych szans z "wsiokami", jak nas przezywali "chude mieszczuchy".   W dzisiejszych czasach jest to niemożliwe. Nie ma już amatorów sportowców. Dziś jedynie morderczy trening i "koks" pozwala osiągnąć jakieś wyniki, ale czy daje to autentyczną radość z uprawiania sportu?

© Pro publico bono : PLK-O Rożnica, Letnica
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci